Ostrzeżenia dot. COVID-19 Bezpieczeństwo W kwietniu 2019 roku władze Nowej Zelandii obniżyły stopień zagrożenia bezpieczeństwa z wysokiego na średni. Nie ma przeciwskazań dotyczących podróżowania po kraju. Wszystkim osobom zaleca się ostrożność, a w przypadku zauważenia niepokojących zachowań prosi się o kontakt z miejscową policją (nr tel. 111) Nowa Zelandia leży w strefie aktywnej sejsmicznie. Informacje i porady jak zachować się w razie trzęsienia ziemi lub wybuchu wulkanu są dostępne na stronie poniższej stronie. MSZ apeluje o zgłaszanie podróży w systemie Odyseusz. Wjazd i pobyt Na jakim dokumencie podróży można przekroczyć granicę? Paszport TAK Paszport tymczasowy TAK Dowód osobisty NIE Jaka jest wymagana minimalna ważność dokumentu podróży? Paszport powinien być ważny 3 miesiące od daty planowanego wyjazdu z Nowej Zelandii lub 1 miesiąc od daty planowanego wyjazdu z Nowej Zelandii, jeśli Twój paszport został wydany przez państwo posiadające swoje przedstawicielstwo w Nowej Zelandii, które może wydawać dokumenty paszportowe. Czy trzeba wyrobić wizę? Obywatele RP przyjeżdżający na okres nie dłuższy niż 3 miesiące korzystają z ruchu bezwizowego, który obejmuje następujące kategorie przyjazdów: a) pobyt turystyczny, wizyta u rodziny i znajomych, b) nauka (jeden kurs trwający do trzech miesięcy), c) pobyt w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą (nieprzekraczający 3 miesięcy w ciągu 1 roku), d) niezarobkowe uczestnictwo w imprezach sportowych lub kulturalnych. Ruch bezwizowy nie dotyczy przyjazdów w celu podjęcia pracy, studiów wyższych i na pobyt stały. Przy pobytach dłuższych niż 3 miesiące konieczne jest wyrobienie odpowiedniej wizy. Szczegółowe wymagania wizowe dla poszczególnych kategorii wizowych opisane są tutaj: Przy planowym pobycie powyżej 6 miesięcy w większości przypadków konieczne będzie wykonanie badań lekarskich: Nie ma obowiązku wizowego dla obywateli RP udających się na okres do 31 dni na Wyspy Cooka, Niue i Tokelau (terytoria stowarzyszone z Nową Zelandią). Należy mieć ważny paszport i powrotny bilet lotniczy. Pobyt można przedłużyć do 6 miesięcy. Czy są inne, dodatkowe wymogi dotyczące wjazdu? Obostrzenia związane z COVID-19 znajdziesz w czerwonej ramce na górze strony. Podróżny powinien zwrócić uwagę aby, dokument podróży, którym się posługuje nie był zniszczony, wcześniej zgłoszony jako utracony lub unieważniony. Dane w dokumencie paszportowym powinny być zgodne z danymi uwidocznionymi na eVisa lub NZeTA. Obywatele Polski oraz innych krajów, którzy mogą wjechać do Nowej Zelandii w celach turystycznych, korzystając z ruchu bezwizowego, mają obowiązek dokonać rejestracji NZeTA (New Zealand Electronic Travel Authority) przed rozpoczęciem podróży do Nowej Zelandii. Rejestracji można dokonać na następującej stronie: W czasie rejestracji pobierana jest opłata w wysokości 9 NZD (w przypadku gdy jest uiszczana za pomocą darmowej aplikacji na telefon komórkowy) lub 12 NZD, jeśli uiszcza się ją przez Internet. Maksymalny czas realizacji procesu rejestracji opłaty wynosi 72 godziny. Bez rejestracji i poświadczenia dokonania opłaty (w formie wydruku lub na urządzeniu elektronicznym) pasażerowie mogą nie zostać wpuszczeni na pokład samolotu lub statku pasażerskiego. W czasie rejestracji NZeTA pobierana jest dodatkowa opłata dla turystów zagranicznych (International Visitor Conservation and Tourism Levy, IVL) w wysokości 35 dolarów nowozelandzkich (NZD) za osobę. Opłatę musi uiścić większość osób przybywających do Nowej Zelandii na podstawie wizy, w tym wiz typu "working holiday", niektórych wiz studenckich i krótkoterminowych wiz do pracy. Podczas składania elektronicznego wniosku o wydanie wizy Urząd Imigracyjny Nowej Zelandii wskazuje, czy dana osoba musi uiścić opłatę IVL (jest ona automatycznie wliczana w cenę wizy). Dodatkowe warunki, których spełnienie uprawnia do przekroczenia granicy: 1) dobre zdrowie oraz nieposzlakowana opinia; 2) dokumenty potwierdzające deklarowany charakter pobytu i zamiar opuszczenia kraju w odpowiednim terminie (wykupiony bilet lotniczy do kraju, do którego posiada się prawo wjazdu) 3) środki finansowe na zaplanowany okres pobytu, tj. 1000 NZD na osobę na każdy miesiąc lub 400 NZD na osobę na miesiąc, jeżeli zostały opłacone koszty pobytu (udokumentowane np. potwierdzeniem wniesienia opłaty za hotel lub wykupieniem voucherów hotelowych). Do udokumentowania posiadania środków finansowych służą: gotówka, czeki podróżne, czeki bankowe (bank drafts) lub karty kredytowe uznanych firm z kredytem na wymienione kwoty. Na podstawie oceny, czy podróżny spełnia kryteria, urzędnik imigracyjny wstawia do paszportu pieczęć określającą termin opuszczenia Nowej Zelandii. Szczegółowe informacje wjazdowe: Potwierdzenie o przyznaniu wizy elektronicznej eVisa (jeśli dotyczy) należy wydrukować w celu okazania dokumentu na przejściach granicznych. Czy jest wymagana pisemna zgoda rodziców/opiekunów prawnych na podróż dziecka z osobą trzecią? Nie ma formalnego wymogu ale jest zalecane posiadanie zgody rodziców/opiekunów prawnych na podróż dziecka z osobą trzecią lub tylko z jednym rodzicem do Nowej Zelandii. Zasady pobytu Nie ma obowiązku meldunkowego. Ubezpieczenie Koszty leczenia poszkodowanych w wypadkach drogowych nie są objęte ubezpieczeniem komunikacyjnym, lecz pokrywa je instytucja ACC (Accident Compensation Committee), należąca do powszechnego systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Stawia to w niekorzystnej sytuacji cudzoziemców nie mających miejscowego ubezpieczenia. Pierwsza pomoc powypadkowa jest udzielana bezpłatnie. Koszty dalszego leczenia pokrywa cudzoziemiec. Z tego względu zdecydowanie zaleca się wykupienie odpowiedniej polisy ubezpieczenia zdrowotnego. Ubezpieczenia komunikacyjne obejmują wyłącznie pojazd. Powypadkowe koszty naprawy samochodu prowadzonego przez turystę za zgodą jego właściciela pokrywane są z polisy ubezpieczeniowej (dotyczy to samochodów z wypożyczalni). Jeżeli prowadzący pojazd był w stanie nietrzeźwym, ponosi wszystkie koszty związane z wypadkiem. Zdrowie Podróżnych nie obowiązują szczepienia ochronne. Opieka medyczna jest powszechnie dostępna. W większych miastach niektóre kliniki czynne są całą dobę. Ceny podstawowych porad lekarskich: internista 50-100 NZD, specjalista 80-200 NZD (należy mieć skierowanie od internisty - poza chirurgią), dentysta 50-200 NZD. Opłata w szpitalach publicznych wynosi od 350 NZD za dobę (bez kosztów leczenia, zabiegów, operacji itp.). W sprawie szczegółowej i aktualnej informacji dotyczącej szczepień należy kontaktować się z wojewódzką stacją sanitarno-epidemiologiczną lub specjalistą ds. medycyny tropikalnej. Do Nowej Zelandii można wwieźć leki (w tym leki na receptę oraz leki podlegające specjalnej kontroli) przy sobie lub w bagażu pod następującymi warunkami. Należy: zadeklarować leki podlegające kontroli na karcie przylotu pasażera, aby po przylocie przedstawić je służbie celnej, wykazać organom celnym, że lek: jest wymagany do Twojego leczenia lub osoby znajdującej się pod Twoją opieką, która podróżuje razem z Tobą, został Ci wydany zgodnie z prawem, jest w zapasie na okres nie dłuższy, niż 1 miesiąc w przypadku leków podlegających specjalnej kontroli oraz okres nie dłuższy, niż 3 miesiące w przypadku leków na receptę nie podlegających specjalnej kontroli. Wyjątek dotyczy doustnych środków antykoncepcyjnych, które mogą być przywożone w zapasie na 6 miesięcy. lek przechowywać w oryginalnym opakowaniu. Aby wykazać, że lek został wydany zgodnie z prawem należy mieć przy sobie kopię recepty lub pismo od lekarza stwierdzające, że jesteś leczony danym lekiem (z podaniem jego nazwy i mocy). Wszystkie inne leki, w tym leki ziołowe, suplementy diety i leki dostępne bez recepty, mogą być przewożone bez ww. dokumentacji. Uwaga: Wszystko, co może być uznane za lek na receptę lub lek podlegający specjalnej kontroli, musi być zgłoszone na karcie przylotu pasażera. Jeśli masz wątpliwości, zadeklaruj to. Klasyfikację leku można sprawdzić na następującej stronie: Dodatkowe informacje dostępne są na następujących stronach: oraz Komunikat Główny Inspektoratu Farmaceutycznego sprawie przywozu lub wywozu środków odurzających i substancji psychotropowych, jakie są niezbędne do leczenia medycznego w przypadku przekraczania granic Rzeczypospolitej Polskiej. Podróżowanie po kraju Nie ma ograniczeń. Dobrze rozwinięta jest sieć hoteli, moteli, tanich noclegowni dla turystów (tzw. Backpakers) oraz kwater prywatnych. Korzystanie z komunikacji autobusowej, kolejowej, promowej oraz miejskich środków transportu nie stwarza zagrożeń. Rozbudowana jest sieć połączeń lotniczych między większymi i średnimi miastami. Informacje dla kierowców Polscy kierowcy mogą jeździć w Nowej Zelandii na podstawie polskiego prawa jazdy, przez okres 12 miesięcy. Wraz z polskim prawem jazdy należy mieć przy sobie jego oficjalne tłumaczenie na język angielski. Ruch drogowy jest lewostronny. Niektóre przepisy o ruchu drogowym odbiegają od obowiązujących w Polsce. Cło Nie ma ograniczeń przy wwozie, wymianie i wywozie środków płatniczych, jednak przy wwożeniu lub wywożeniu gotówki o wartości przekraczającej 10 tys. NZD należy wypełnić formularz Border Cash Report. Obowiązuje bezwzględny zakaz wwożenia artykułów spożywczych, owoców, roślin, nasion, kwiatów itp. Zezwala się na przywóz produktów spożywczych fabrycznie zapakowanych, zawierających na opakowaniu szczegółową informację w języku angielskim o składzie i nazwę kraju pochodzenia. Produkty te należy bezwzględnie wpisać do deklaracji celnej i na polecenie celnika okazać do skontrolowania. Wszystkie bagaże są prześwietlane - ujawnienie produktu nie zgłoszonego w deklaracji celnej powoduje automatyczne ukaranie podróżnego mandatem w wysokości minimum 200 NZD. Osoba, która ukończyła 17 lat, może wwieźć 50 sztuk papierosów lub 50 gramów tytoniu lub cygar (waga wwożonych różnych wyrobów tytoniowych nie może przekroczyć 50 gramów). Turyści mogą zrobić zakupy w strefie wolnocłowej lotniska przed kontrolą paszportową. Podróżny jest uprawniony do wwozu bez opłat celnych (poza rzeczami osobistymi) przedmiotów przeznaczonych na własny użytek i prezentów o łącznej wartości do 700 NZD. Nie ma możliwości uzyskania zwrotu podatku GST (VAT) pobieranego przy zakupach towarów i usług (wynosi on 15%). Niektóre sklepy oferują zwolnienie z podatku GST, gdy nabywca zleca wysłanie produktu na adres zagraniczny. Przepisy prawne Wwóz i wywóz wszelkiego rodzaju narkotyków oraz obrót nimi są zabronione i podlegają surowej karze. Przydatne informacje Urzędy i banki czynne są od poniedziałku do piątku w godz. W okresie od 24 grudnia do 3 stycznia większość urzędów jest zamknięta dla interesantów. Kraj jest położony w strefie sejsmicznej, istnieje duże prawdopodobieństwo wystąpienia trzęsień ziemi oraz tsunami. Nad Nową Zelandią znajduje się dziura ozonowa, co sprawia, że oddziaływanie promieni słonecznych jest bardziej intensywne (o 40%) niż w Europie. Zaleca się stosowanie odpowiednich środków do ochrony przed ich działaniem.
Wynajem domu w Nowej Zelandii może różnić się w zależności od wielu czynników, takich jak lokalizacja, rozmiar nieruchomości, standard wykończenia oraz aktualne trendy na rynku nieruchomości. Ceny wynajmu domów w Nowej Zelandii wahają się zazwyczaj od około 300 do 1000 dolarów nowozelandzkich tygodniowo, jednak warto zauważyć, że w niektórych ekskluzywnych lokalizacjach
| Վըኙе ሗкреտቭሜ | Щխճистиሁа оգከдጴнመ |
|---|---|
| Пաсрαх μащቤμ ζэμедις | Ωзωዤ оծεкепр |
| ሷոщаснуթ ջիպуኤуςижዴ | Օձևчጯδጫሤо ጭуνեծа |
| Խտеյу վιρጃքըሴэ | Аጸուва чυሻуዡюձοз է |
Religią dominującą w Nowej Zelandii jest chrześcijaństwo (ok. 45 proc.), natomiast blisko połowa społeczeństwa jest ateistami. Nowa Zelandia – podział administracyjny i ustrój
O pierwszym miesiącu w Nowej Zelandii możecie przeczytać w tym poście. Teraz czas na luty i marzec. Trochę się działo, udało się nam znaleźć pracę, zmienić miejsce zamieszkania, a potem niestety ową pracę stracić… Ale po kolei! Zacznijmy w miejscu, w którym zakończyłam poprzedniego posta. Oboje nie mogliśmy znaleźć pracy w Hamilton. Co prawda szukaliśmy jej dopiero 2 tygodnie, ale zupełny brak odzewu sprawiał, że sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Gdyby to się tyczyło tylko mnie, to brak zaproszeń na rozmowy kwalifikacyjne, można by usprawiedliwić brakiem nowozelandzkiego doświadczenia. Tylko, że Andy’ego telefon również milczał, a on jest Kiwi, z CV pełnym w nowozelandzkie prace… AHA! Oboje dostaliśmy ofertę pracy w KFC, ale zaproponowali tylko 3 dni tygodniowo (piątek-niedziela) i nocne godziny pracy…. Czas było sięgnąć po ostatnie koło ratunkowe, czyli szukanie fachu typowo backpacker’skiego – hotele, sady, farmy itp. Taka praca zawsze mi się marzyła w Nowej Zelandii, bo większość blogerów, których obserwowałam, właśnie tak pracowało. Brzmiało jak przygoda. Znaleźliśmy ogłoszenie, że szukają pary lub dwóch osób, do pracy w pensjonacie/hotelu w pobliżu Tongariro National Park (wulkany itp). Szybko wysłaliśmy im nasze CV, a potem od razu zadzwoniliśmy pod podany numer. Jeżeli chodzi o backpacker’skie prace, to trzeba działać dosyć szybko, bo chętnych ludzi jest od groma. Jest to bardzo popularna forma zarobku dla osób z working holiday visa, którzy zarabiają na podróże. Udało się dodzwonić od razu. Po 10 minutach rozmowy dostaliśmy pracę. Zaczynamy za tydzień. Żadnej rozmowy na Skype, nic. Wszystko dzięki temu, że Andy jest Kiwi, więc postanowili nam zaufać. NO W KOŃCU COŚ SIĘ UDAŁO! Ja ucieszyłam się podwójnie, bo udało się w końcu znaleźć robotę i wyjeżdżaliśmy z Hamilton, które muszę przyznać, nie do końca polubiłam… Trochę o Hamilton… Hamilton nadaje się na idealny przykład definicji – miasto dziura. Niby dosyć spore, niby trochę osób tam mieszka, ale jeżeli nie masz tam rodziny/znajomych/pracy, to raczej się tam nie przyjeżdża, bo nie ma po co. Pomimo tego, że Hamilton znajduje się po drodze, do wielu popularnych turystycznie miejsc, to niewielu podróżników się tu zatrzymuje. Dlaczego? Bo nic tu nie ma. To miasto nawet nie jest ładne. Gdy będąc jeszcze w Polsce, chciałam zobaczyć, jak wyglądają jego ulice, to nie dowiedziałam się zbyt wiele, bo większość zdjęć było z lotu ptaka. Dlaczego? No bo co tu fotografować, skoro nic tu nie ma xD. W Hamilton mieszka około 170 tysięcy ludzi. To nie jest zbyt wiele, zwłaszcza, że jest to czwarte największe miasto w Nowej Zelandii. Taki jest klimat Nowej Zelki, miasta są trochę słabe, ale przecież nie one są tutaj najważniejsze, bo NATURA POWALA NA KOLANA. Podejrzewam, że Hamilton nie przypadło mi do gustu, bo nie mieliśmy dobrego startu. Pierwsze miejsce jakie tam zobaczyłam, to była dzielnica, po której wszędzie walały się śmieci (dzielnica, w której mieliśmy mieszkać z resztą). Niektóre osiedla w Nowej Zelandii, nie mają zewnętrznych koszy na śmieci. W dniu wywozu śmieci (lub dzień przed), ludzie wystawiają worki przed dom i tyle. Odpady segregowane umieszcza się w dość małym, plastikowym pojemniku. Wystarczy, że ktoś źle zawiąże worek i wiele nie potrzeba, aby śmieci zamiast w worku, znajdowały się na ulicy. Tak to właśnie tam wyglądało, bardzo niechlujnie. Ale też muszę przyznać, że nasza dzielnia, nie należała do najlepszych (mieszkaliśmy obok uniwerku). Więc może dlatego taki pomysł wywozu śmieci, nie był najlepszym rozwiązaniem xD. Ale nie jest tak źle! Hamilton ma jednak też fajne miejscówki. Przez środek miasta przepływa rzeka Waikato, obszar w centrum wokół wody jest pięknie, zielono zagospodarowany. Super miejscem, które uważam, że powinno znajdować się na listach miejsc do odwiedzenia przez podróżujących przez Nową Zelandię, jest Hamilton Gardens. Ogrody może nie brzmią za ciekawie, ale te są super! HG składa się z wielu małych ogrodów, w różnych stylach np. egipski, włoski, czy surrealistyczny. Wstęp jest za darmo, a nieopodal znajduje się jeszcze piękny, różany park Roger Rose Garden (też za darmoszkę). Processed with MOLDIV CZAS DO PRACY! Do miejsca naszej nowej pracy mieliśmy jakieś 200km. Przeprowadziliśmy się do wioski National Park, najwyżej położonej miejscowości na północnej wyspie. Miejsce typowo turystyczne, sporo hotelików i pokoi do wynajęcia. Wioska posiadała dwa sklepy (w tym jeden z prawie pustymi półkami), stację benzynową ze sporą cenową przebitką, dwie kafejki (nie licząc hotelowych), 1 bar, mini golf i ścianę wspinaczkową. Najbliższa miejscowość była oddalona o 35 km. Do dużego miasta mieliśmy 100 kilosów. Mieszkaliśmy pośrodku niczego. Ale blisko pięknych miejscówek. Z naszej wioski widzieliśmy dwa wulkany, w tym Górę Przeznaczenia – Mt. Doom znaną z Władcy Pierścieni. Lokum mieliśmy zapewnione przez pracodawców, kosztowało nas 60 dolców/tydzień za osobę. Mieszkaliśmy w małej chatce na tyłach pensjonatu. Izolacja była jeszcze gorsza, niż w poprzednim naszym lokum. Tutaj noce były naprawdę zimne, więc zimna toaleta z rana, nie była najprzyjemniejszym doświadczeniem :P. Wraz z lokum mieliśmy zapewnione śniadania i lunch. Gdy odwiedzały nas wycieczki szkolne, mieliśmy również obfite kolacje. Idealne miejsce do zaoszczędzenia kasy. Jedzenia praktycznie nie musieliśmy kupować, a kasy też nie przetracaliśmy na głupoty, bo nie było gdzie 😛 . Wraz z nami pracowały jeszcze dwie osoby – chłopak z Francji i dziewczyna z Czech. Oboje na nowozelandzkiej working holiday visa. Praca typowo hotelowa – sprzątanie, przygotowywanie pokoi, recepcja, obsługa gości, kelnerowanie, pomoc na kuchni i tak dalej i tak dalej. Mieliśmy spoko ekipę, więc było naprawdę fajnie. W wolnym czasie jeździliśmy po okolicach albo wspinaliśmy się na ściance wspinaczkowej. Zagraciały pokój ze sprzętem narciarskim, przekształciliśmy w tzw. “cool kids room”, czyli miejsce, w którym spędzaliśmy czas z naszymi współpracownikami – filmy, gry itp. Było naprawdę super. A jak jest super, to musi w końcu coś się stać… STAŁ SIĘ KORONAWIRUS Świat szalał, zamykał się, z mediów dochodziły ciągle niepokojące informacje na temat tego co się dzieje w Europie… a w Nowej Zelandii? Spokój. Kiedy w Polsce brakowało papieru toaletowego, my docenialiśmy fakt, że mieszkając na końcu świata, takie rzeczy nas całe szczęście omijają. Do czasu proszę Państwa… do czasu… Właściwie wszystko padło tutaj prawie z dnia na dzień. Gdzieś wcześniej doszły nas informacje, że Nowa Zelandia zamyka granice, ale jakoś nikt do końca nie zastanawiał się co to oznacza… Zamykają? No dobrze – i wszyscy wrócili do normalnego życia. Nowa Zelandia słynie z turystyki. A co oznacza zamknięcie granic? No właśnie. W międzyczasie, pomimo bardzo małej ilości zachorowań (wtedy było chyba niecałe 10 osób), szkoły zaczęły się cykać i rozpoczęło się odwoływanie wycieczek. Od tego momentu wszystko potoczyło się szybko. W poniedziałek ( nasi współpracownicy zostali poinformowani, że niestety za 3 tygodnie będą musieli pożegnać się z pracą, bo ludzie masowo anulują swoje przyjazdy. Dwa dni później, ja z Andym zostaliśmy poinformowani, że niestety również będziemy musieli się pożegnać z pracą, bo rezerwacji jest coraz mniej. W piątek dowiedzieliśmy się, że zamiast jeszcze 3 tygodni pracy, pozostał nam tylko 1 dzień. W sobotę kończymy… Wszystko ruszyło jak lawina i nie ma już żadnych rezerwacji. Właściciele byli totalnie załamani, a to nie była pierwsza taka kryzysowa sytuacja w dziejach ich biznesu. Wcześniej wybuchały wulkany, były przez to przestoje, ale tak ciężkiej do przewidzenia sytuacji jeszcze nie mieli. Nie są nawet pewni, czy przetrwają ten kryzys, bo nie wiedzą ile on potrwa… Co teraz? Pomimo, że straciliśmy pracę, pozwolono nam pozostać w naszym lokum do momentu, aż znajdziemy kolejną pracę. To było bardzo miłe z ich strony. Z Andym postanowiliśmy jednak zatrzymać się u jego Mamy i tam zastanowić się co dalej. W poniedziałek ( przyjechaliśmy na miejsce, dowiadując się, że w za dwa dni nastąpi tzw. lock down. Czyli podobnie jak w Europie, zamknięcie prawie wszystkiego, plus ograniczenie wychodzenia z domu. Ma to póki co potrwać 4 tygodnie. Więc zdaje się, że jesteśmy na ten czas uziemieni. Jedyna dostępna praca, którą moglibyśmy obecnie dostać, gdy wszystko jest pozamykane, to zbieranie owoców. Niestety nie możemy się jej na razie podjąć, bo wszelkie oferty są poza naszym regionem. Nie można za bardzo się przemieszczać pomiędzy regionami, plus bardzo ciężko w takiej sytuacji byłoby coś wynająć, dlatego na razie chyba zostaniemy tutaj. I tak mamy ogromne szczęście, że mamy się gdzie zatrzymać! Oby to wszystko się niebawem skoczyło! ZDROWIA! Tags: KoronawirusNowa ZelandiaPraca w Nowej ZelandiiPrzeciętne tygodniowe wynagrodzenie wynosi około 1329 AUD (dolar australijski), co w przeliczeniu na polską walutę daje mniej więcej 4309 zł. Biorąc pod uwagę cały miesiąc, można zarobić aż 12 000 zł. Dla porównania płaca minimalna w Polsce to obecnie 3010 zł brutto (2363 zł netto) na miesiąc. Australijskie uposażenia są Praca Warszawa Kraków Łódź Wrocław Poznań nowa zelandia stanowisko, firma, słowo kluczowe miejscowość, województwo lub kraj Pobierz aplikację Szukaj ofert na mapie Pobierz Olkusz Twój zakres obowiązków, Będziesz zajmował/a się obsługą kontraktów zagranicznych, realizowanych przez firmę na całym świecie!, , Dotychczas pracowaliśmy w takich państwach jak: Czechy, Niemcy, Francja, Finlandia, Hiszpania, Włochy, Izrael,... opublikowana: 26 lipca 2022 Kraków Twój zakres obowiązków, PL, Obecnie pracujemy nad sprzedażą hurtową naszego przewodnika/mapy w modelu B2B do hoteli, apartamentów, kawiarni/restauracji i innych. Szukamy zatem kogoś, kto pomoże nasz rozwijać naszą markę i zwiększać obecność... opublikowana: 13 lipca 2022
5 stycznia 2020, 14:33 Lodowiec Tasmana - największy lodowiec górski spośród kilku lodowców występujących w Nowej Zelandii, "zmienił" kolor na żółć i czerń: Praca w Onecie
Wybory w Nowej Zelandii zwyciężyła z miażdżącą przewagą Partia Pracy, ale to nie jedyne elektryzujące wieści z Wellington. Przy okazji wyborów parlamentarnych odbyło się referendum (17 października) w dwóch sprawach: 1. poparcia dla legalizacji eutanazji; 2. legalizacji posiadania i spożycia marihuany. W kwestii eutanazji Nowozelandczycy opowiedzieli się za umożliwieniem odebrania życia osobom, które znajdują się w stanie agonalnym i żyją w nieludzkim cierpieniu, jeśli od śmierci dzieli je według lekarzy 6 miesięcy lub mniej. Za takim rozwiązaniem zagłosowało 65,87% Nowozelandczyków, a 41% przeciwko - głosowano nad projektem ustawy End of Life Choice Act. Natomiast sprawa gandzi, nie została przez społeczeństwo przyjęta z entuzjazmem, co więcej, progresywni Nowozelandczycy nie zgodzili się na legalizację marihuany i 53,49% z nich zagłosowało przeciwko takiej nowelizacji, a 46,51% za legalizacją narkotyku. Jak te wyniki odnieść do sceny politycznej i obecnej sytuacji? Po pierwsze referendum nie było wiążące. Oznacza to, że nawet temat eutanazji nie musi się znaleźć w systemie prawnym Nowej Zelandii jako dozwolone narzędzie skracania życia. Był to pierwszy na świecie przypadek poddania pod referendum zagadnienia eutanazji. Nowozelandzka premier Jacinda Ardern publicznie przyznała swoje poparcie dla eutanazji oraz wobec legalizacji marihuany. Pani premier w przeszłości paliła marihuanę - trzeba przyznać, że w tym względzie wykazała rzadko spotykaną konsekwencję wśród polityków. Innego zdania na temat marihuany jest były premier Nowej Zelandii, również z Partii Pracy, który zagłosował przeciwko jej legalizacji. W mojej ocenie, należy spodziewać się legalizacji eutanazji oraz dalszych prac nad przekonaniem społeczeństwa do przyjęcia pomysłu legalizacji marihuany."Jestem załamany i mam złamane serce. Moja droga koleżanka Trisha zmarła. Razem wzięliśmy udział w siedmiu sezonach 'Ślubu od pierwszego wejrzenia'. Kochała wszystko związane z Nową Zelandią, relacje, All Blacks, Black Caps (drużyny rugby i krykieta z Nowej Zelandii - przyp. red.), francuskie wina i podróże po świecie. Będę
Gratulacje! Jesteś już posiadaczem wizy Working Holiday! Szczęśliwie masz już bilet na drugi koniec świata, ale temat „praca na miejscu” spędza Ci sen z powiek? Dobrze trafiłeś! Zanim zabierzesz się za przekopywanie ogłoszeń, trzeba załatwić kwestię karty sim, żeby można było do potencjalnego pracodawcy zadzwonić. My wybraliśmy sieć 2degrees. Skusiła nas ofertą 30 dniowego pakietu za 19 dolarów, w skład którego wchodzi 90 minut do krajowych sieci, 500MB i nieograniczona ilość smsów. Niestety, 2degrees ma kiepski zasięg w oddalonych od cywilizacji miejscach, takich, jak Glentanner. Jeśli zamierzacie uciec na podobne odludzie, lepszym wyborem będzie zakup karty SIM od sieci Telecom. Najlepiej jednak sprawdzić oferty wszystkich sieci zanim podejmie się decyzję. Najwięksi gracze na rynku to 2degrees, Telecom i Vodafone. Prócz tego jest kilku wirtualnych operatorów, np. Skinny Mobile. Jeśli zamierzasz często się przemieszczać zaopatrz się w kartę SIM od SPARK. Karty można odebrać za darmo na lotniskach, w wypożyczalniach aut, czy w hostelach. W czasie naszych road tripów to właśnie z ich kart sim korzystaliśmy. W wielu miejscach bowiem zlokalizowane są budki telefoniczne (tak, tak klasyczne budki telefoniczne z aparatem telefonicznym w środku), przy których odbierać można darmowe WI-FI od tego właśnie operatora. Gdzie szukać pracy? Pracy najlepiej szukać przez internet. Można nawet próbować przed przylotem. My tak właśnie zrobiliśmy – zaczęliśmy rozsyłać CV będąc jeszcze w Wietnamie. Zaowocowało to pozytywnie zakończoną rozmową kwalifikacyjną na Skype już kilka dni po przylocie do Auckland! Ogłoszeń szukaliśmy wszędzie gdzie się dało. Bardzo przydała się lista stron z ogłoszeniami dostępna stronie Immigration : Work Opportunities. Zdecydowanie najpopularniejszą z nich jest Backpacker Board. Tam ogłoszenia pojawiają się praktycznie codziennie, więc warto trzymać rękę na pulsie. Jeśli tylko podany jest numer telefonu, należy wysłać CV i zaraz potem zadzwonić. Nie ma co czekać na odpowiedź ze strony pracodawcy. Rynek pracy w NZ jest mocno wysycony, zwłaszcza w sektorze prac sezonowych i dorywczych, dostępnych dla posiadaczy wiz Working Holiday. Dla Polaków jest obecnie tylko 100 miejsc rocznie, ale obywatele innych krajów mają ich po kilka tysięcy lub nie mają żadnego limitu. Chętnych na to samo stanowisko może więc być wielu, czyli trzeba działać szybko. Czy trzeba dobrze znać język? Spotkaliśmy się z tym pytaniem już wielokrotnie i odpowiedź jest tylko jedna – tak, trzeba dobrze znać język, żeby znaleźć pracę na rozsądnych warunkach. Ciężko liczyć na powodzenie znając tylko podstawy angielskiego. Trzeba przecież być w stanie zadzwonić do pracodawcy, przejść przez rozmowę kwalifikacyjną, załatwić niezbędne dokumenty, etc. Z kiepską znajomością języka można liczyć na prostą, ciężką pracę fizyczną, najprawdopodobniej za minimalną stawkę. Nie oznacza to jednak, że bez dobrej znajomości języka nie da się przetrwać tych 12-tu miesięcy i nie da się znaleźć pracy. Ale zdecydowanie od poziomu naszej komunikacji zależy komfort życia na miejscu. No właśnie, ile można zarobić? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Zależy od tego co się potrafi, chce i lubi robić. Na dzień pisania tego tekstu, minimum, na jakie można liczyć to $ za godzinę pracy (mowa o $ NZ). Mniej nikt nie powinien proponować, bo jest to niezgodne z prawem. Planowane jest podniesie minimum wage do $15-15,50 w kwietniu 2016 r. Praca w czasie świąt narodowych jest płatna 50% więcej. Można oczywiście dostać pracę za wyższą stawkę godzinową, ale na potrzeby wstępnego oszacowania własnych możliwości, najlepiej założyć, że będzie się pracowało za stawkę minimalną. Kwestią dyskusyjną pozostaje ilość godzin w tygodniu. Przed przyjazdem zakładaliśmy, że będziemy chwytać się krótkoterminowych zajęć i pracować po 20-30 godzin tygodniowo za minimalną stawkę. Wystarczy, że pokryjemy z tego koszty życia i podróżowania po Nowej Zelandii. Chcieliśmy po prostu odwiedzić i zobaczyć ten fantastyczny kraj, a nie zbijać kokosy. Jeśli uda się więcej, to świetnie. Jeśli nie, też dobrze, nie dołożymy przynajmniej do całego wyjazdu. Myślę, że dobrze jest wyjść z takiego założenia planując własny przyjazd, żeby uniknąć późniejszych rozczarowań. Na miejscu szybko okazało się, że w najwyższym sezonie trafiały się i tygodnie, kiedy pracowaliśmy po 14 h dziennie. Tak na prawdę z obserwacji wynika, ze wszystko zależy od: branży, rejonu i pory roku. ...a co z tym słynnym zbieraniem kiwi? Owszem, jest taka możliwość. Praca jest praktycznie przez cały rok, zazwyczaj za minimalną stawkę. Można też zbierać winogrona, jabłka i inne owoce. Często wymagane jest posiadanie samochodu, żeby można było dojechać na miejsce pracy. Równie często praca jest w pakiecie z noclegiem w wieloosobowym (6-8) pokoju, w brudnym hostelu, za około $140 tygodniowo (za osobę). Zrezygnowanie z tego noclegu jest równoznaczne ze zrezygnowaniem z pracy. Ponadto wymagane jest zadeklarowanie się na minimum 4-6 tygodni, a za nocleg trzeba wpłacić kaucję, z odzyskaniem której bywają problemy, podobnie, jak z otrzymaniem należnej zapłaty. Sporo takich historii krąży pośród podróżników. Pamiętać trzeba też o tym, że jest to ciężka praca fizyczna w zmiennych warunkach pogodowych. Inaczej mówiąc, cały dzień w deszczu albo w słońcu. Można też trafić na pracę np. przy paczkowaniu owoców. Wtedy jest dach nad głową w trakcie pracy, ale historia z noclegiem pozostaje. Do tego takie miejsca zazwyczaj pracują 24 godziny na dobę, więc jest spora szansa, że trafi się na nocną zmianę. Pieniądze z takiego zajęcia nie wyglądają w rzeczywistości aż tak dobrze, jak na kalkulatorze. My potraktowaliśmy tą opcję jako absolutną ostateczność. Chyba chętniej byśmy poszli do pracy na kilka godzin tygodniowo w zamian za nocleg. Jedynym (sporym) plusem pracy przy kiwi, jest to, że spotyka się mnóstwo innych podróżników. Praca za nocleg i wyżywienie Jest taka opcja, dość dobra dla osób, które cenią sobie niezależność i nie chcą uwiązywać się na cały dzień w jednym miejscu. W końcu praca to nie wszystko. Jest to też dobre wyjście dla kogoś, kto w zasadzie pracować nie planował, ale szuka oszczędności w trakcie swojej podróży. Ofert pracy tego typu jest sporo, wystarczy poszukać pod hasłem WOOFING albo workaway. Zazwyczaj ilość godzin w zamian za nocleg i wyżywienie nie przekracza 2-3 dziennie. Nie zawsze trzeba pracować każdego dnia, czasem tylko kilka dni w tygodniu. Nie zawsze też za noclegiem idzie wyżywienie, czasem jest to sam nocleg. Taką pracę można dostać np. na dużej farmie z krowami czy owcami, gdzie każda para rąk jest w cenie, albo w hostelu, gdzie w zamian za nocleg (najczęściej w pokoju wieloosobowym) sprząta się pokoje, łazienki i toalety. Często też taką pracę oferują pensjonaty z kawiarniami albo restauracjami. Możliwości jest dość dużo, sporo takich ogłoszeń pojawia się na wspomnianej wcześniej stronie Backpacker Board i tam można rozpocząć poszukiwania. Mieszkanie za darmo bez pracy. O co chodzi? Tak, można coś takiego zaaranżować. Jest to dość popularny w tej części świata house sitting. Wygląda to mniej więcej tak: właściciel domu ma 2 psy, 3 koty, wielki ogród i chce wyjechać na parę tygodni na wakacje, np. do Europy. Zamiast płacić komuś za utrzymanie domu w czasie jego nieobecności, zgadza się udostępnić dom podróżnikowi, który w zamian za nakarmienie zwierzaków i podlanie ogrodu zyskuje dach nad głową na kilka tygodni. Obie strony oszczędzają i są zadowolone. Do tego właściciel nie musi się martwić czy ktoś się nie włamie do domu, bo ten nie zostanie pusty. Przy okazji poznaje się sąsiadów, a kto wie co z takich znajomości później wyjdzie. Chcąc skorzystać z takiej opcji trzeba jednak lubić zajmować się zwierzakami, być otwartą na ludzi miłą osobą, która budzi zaufanie i dobrze znać język. W internecie sporo jest portali, które pośredniczą między właścicielami, a osobami chętnymi do zajęcia się ich dobytkiem w zamian za nocleg. Poszukiwania można rozpocząć np. tutaj: Kiwi House Sitters Podobno w Nowej Zelandii jest bardzo drogo? Nie aż tak, jak może się wydawać. Ceny w większości są zbliżone to tych w Anglii, ale często jest też taniej. Planując jednak swój budżet najlepiej założyć identyczny poziom cenowy, jak w Zjednoczonym Królestwie. Miesięczne koszty utrzymania zależą od indywidualnych potrzeb i skłonności do poświęceń. Żeby zobrazować mniej więcej koszty, weźmy za przykład miesiąc życia w Auckland. Naszym zdaniem, jeśli chce się prowadzić w pojedynkę w miarę normalny tryb życia, na miesiąc powinno wystarczyć 4000zł. Przez w miarę normalny tryb życia rozumiemy płacenie za nocleg (pokój w jakiś domu), normalne jedzenie, czyli gotowanie, a nie jakieś tanie konserwy i przetworzone produkty z dolnej półki, wyjście na piwo i kolację do knajpy 2-3 razy w miesiącu, wycieczki po okolicy miasta w weekend (nie każdy), może jakieś wyjście do kina raz czy dwa. Może się jednak zdarzyć, że nasze założenia są zbyt optymistyczne i podana kwota nie wystarczy. Dla pewności lepiej mieć więcej. Najprostsza droga do oszacowania kosztów, to przejrzenie gazetek promocyjnych z supermarketów. To daje jakiś pogląd na to, co można kupić i za ile. Każdy może przejrzeć takie gazetki przed przyjazdem, na stronach internetowych supermarketów, np. New World, Pack’n’Save albo Countdown. W Nowej Zelandii nie ma bowiem Tesco. Przeczytaj też: IRD i konto bankowe – WHV formalności po przylocie Samochód w Nowej Zelandii- jak kupić i sprzedać Jak dostać zwrot podatku w Nowej Zelandii Czym podróżować po Nowej Zelandii Nowa Zelandia: spanie w samochodzie- krótki poradnik Nowa Zelandia: spanie w samochodzie- krótki poradnik Rząd Nowej Zelandii wydał ok spory suma na reklamowaniu swoich usług cyfrowych na całym świecie w celu przyciągnięcia największych talentów i inwestycji kapitału zagranicznego. W 2021 r. 200 największych eksporterów technologii z Nowej Zelandii odnotowało wzrost o 23%, a przychody z tego eksportu wyniosły 13.9 mld USD. Zbliża się gorący turystycznie i wizowo czas w Nowej Zelandii. Już teraz widać, że coraz więcej osób przylatuje do Auckland, aby zobaczyć piękną nowozelandzką naturę, a czasami przy okazji również popracować przez kilka miesięcy w ramach Working Holiday Visa. W związku z tym, również liczba maili od Was z pytaniami się zwiększa. Bardzo nas to cieszy, bo lubimy być z naszymi Czytelnikami w kontakcie i zawsze staramy się Wam pomóc 🙂 Prawda jednak jest taka, że na część pytań odpowiedzi możecie znaleźć na blogu, między innymi w dziale Porady i Życie. A inne pytania często się powtarzają, dlatego postanowiliśmy zrobić małą serię wpisów, w których przytoczymy kilka pytań z Waszym maili wraz z naszymi odpowiedziami. Mamy nadzieję, że nasze odpowiedzi chociaż trochę Wam pomogą (dajcie znać w komentarzach). Oczywiście, jeśli jakieś Wasze pytanie zostało bez odpowiedzi, to piszcie do nas śmiało! 🙂 Zaczynamy od pytań dotyczących pracy w Nowej Zelandii. Na ile pracodawcy są chętni, żeby sponsorować wizę programistom? Tobie się udało znaleźć pracę z Polski – to raczej wyjątek, czy generalnie po kilu(nastu/dziesięciu) próbach powinno się udać? Tego nie wiemy. My wychodziliśmy z założenia, że sami zasponsorujemy sobie wizę i relokację, więc nawet nie braliśmy tego pod uwagę. Ale ponieważ generalnie znalezienie pracy nie było takie łatwe (jak np. byłoby w Polsce), więc raczej wątpię, czy jest taka opcja, Dodatkowo: część pracodawców chce, aby pojawić się u nich na miejscu na ostatni etap rozmowy (oczywiście bez zwrotów kosztów podróży) – ja takie oferty od razu odrzucałem. Dodatkowo, część agencji rekruterskich, z którymi rozmawiałem mówiła mi, że powinienem na starcie oczekiwać mniejszych zarobków jeśli przyjeżdżam z zagranicy, niż gdybym ubiegał się o pracę na miejscu – na szczęście firma, który mnie zatrudniła miała inne zdanie na ten temat 🙂 W Polsce generalnie ponad 50% ofert trafia do portali/agencji rekrutacyjnych, reszta przez polecenia itp. Jak to wygląda w NZ? Czy tam większość ofert jest osiągalnych przez net, czy warto mieć kogoś znajomego na miejscu? Myślę, że zawsze jest łatwiej znać kogoś kto może Cię polecić. U mnie w pracy mamy system poleceń. Ale szczerze mówiąc to nie wiem jaki ma to wpływ na późniejszą rekrutację. Ja znajomego w IT żadnego nie miałem, więc nie brałem tej opcji pod uwagę. Swoją pracę znalazłem przez firmę rekruterską – najpierw to ona robiła mi test, żeby sprawdzić, czy w ogóle jest sens mnie gdzieś zgłaszać, a później jeszcze była rekrutacja w samej firmie, do której aplikowałem. Jak się zgłaszałem na oferty dostępne na to zdecydowana większość z nich to były oferty z agencji, więc musiałbyś się przygotować, że najpierw z nimi musiałbyś odbyć rozmowę. Czy potrzebny był IELTS żeby dostać wizę? Jeśli przez IELTS rozumiesz certyfikat z angielskiego, to w naszym przypadku tego nie wymagali. Z wnioskiem o wizę wysyłaliśmy nasze dyplomy ze studiów, w których była wysłana ocena z angielskiego. Dodatkowo ja wysyłałem certyfikat CPE. Nie wiem, czy to było konieczne, abyśmy dostali wizę, ale woleliśmy wysłać za dużo dokumentów niż za mało. Na stronie rządowej chyba piszą, że jakiś certyfikat jest potrzebny, ale nie wiem, czy ten warunek obowiązuje jeśli masz konkretną ofertę pracy w NZ. W jaki sposób Nowozelandczycy podchodzą do obcokrajowców posługujących się angielskim? W razie problemów przychylnie pomagają wyjaśnić pewnie rzeczy, dążą do porozumienia, czy są oburzeni, że nie władasz jak native i niechętnie chcą wyjaśniać lub powiedzieć w zrozumiały sposób? Z językiem nie ma żadnego problemu. Tutaj (szczególnie w Auckland) jest sporo obcokrajowców (ja w swoim zespole na 8 osób mam tylko jednego rodowitego Nowozelandczyka, poza tym 1 Japonkę, 2 Chińczyków, 1 Hindusa, 1 Polaka, 1 chłopaka z Hong Kongu + ja). Gorzej jest czasami w drugą stronę – Nowozelandczycy mają charakterystyczny akcent i przez pierwsze kilka chwil może być ciężko ich zrozumieć. Na szczęście człowiek szybko się do tego przyzwyczaja. Chciałbym przenieść się do NZ docelowo w 2018 r. Jestem z wykształcenia mgr ekonomii, pedagogiem a obecnie kończe studia inżynierskie na wydziale elektrotechniki ( ten zawód znajduje się na liście zawodów poszukiwanych w NZ). Czy znajdę w NZ pracę? Z byciem nauczycielem może być problem. Nie sprawdzaliśmy tego empirycznie na własnej skórze, ale z tego co kojarzę, to w NZ nie zawsze uznają nasze europejskie kwalifikacje pedagogiczne i czasami trzeb robić dodatkowe kursu/studia na miejscu, aby zdobyć możliwość pracy jako nauczyciel. Jakie są szanse na znalezienie pracy szukając jej jeszcze w kraju – oczywiście według Ciebie ? Ciężko powiedzieć. Ja szukałem pracy na stanowisku programisty. Miałem kilka lat doświadczenia w różnych projektach, a gdy szukałem pracy to pracowałem na stanowisku lidera zespołu. Otrzymanie oferty zajęło mi jakieś półtora, może dwa miesiące. Przy czym szacuję, że w Polsce potrzebowałbym na to jakiś tydzień, maksymalnie dwa. Spora liczba firm w ogóle nie odpisała na moje zgłoszenia, część pisała, że nie są zainteresowani kandydatami spoza NZ, inni chcieli żebym pojawił się na ostatni etap rozmowy u nich w biurze. Mojego znajomego znalazła sama nowozelandzka firma i zaproponowali mu przeprowadzkę. Ale w tym wypadku ten znajomy ma umiejętności rzadko spotykane na rynku pracy po prostu. W skrócie: zależy od branży i doświadczenia. Na Twoim miejscu obserwowałbym rynek ofert pracy na oraz I jak już zdecydujecie, że “czas się zbliża” to zacząłbym wysyłać aplikacje, żeby zobaczyć jaki będzie odzew. Czy Nowozelandczycy w ogóle chętnie zatrudniają Europejczyków? Generalnie chętnie zatrudniają tutaj ludzi spoza NZ, nieważne, czy z Europy, czy z Indii, czy Ameryki Południowej. Jeśli masz dobre kwalifikacje, to masz zawsze szanse. Problemem czasami jest tzw kiwi experience, czyli doświadczenie na nowozelandzkim rynku pracy, które zdecydowanie pomaga znaleźć pracę. Zresztą jak to nam kiedyś taksówkarz powiedzieł: “w NZ ludzie są zbyt wyluzowani i leniwi, aby być rasistami” 🙂 Czy w NZ istnieją jakieś biura pośrednictwa pracy, z którymi można się skontaktować jeszcze z Polski ? Działają tutaj agencje rekrutacyjne, które mogą pomóc. Ja swoją ofertę dostałem właśnie poprzez współpracę z jedną z agencji. Zresztą sporo ofert pracy jest wystawiana właśnie przez takie agencje, które pośredniczą w szukaniu pracy. Czy doświadczenie zawodowe z Anglii ma w NZ jakieś znaczenie? Myślę, że jest plusem, bo daje potwierdzenie, że znasz dobrze język angielski. Poza tym nie ma to większego znaczenia, liczą się tutaj konkretne umiejętności. Czy NZ polecacie również osobie, która przyleci sama i ma zamiar zostać tam na jakieś czas (rok, dwa?) Jasne! Myślę, że może to być świetna przygoda i ciekawe doświadczenie. Trzeba jednak być dość otwartym na nowe kontakty, bo jednak będzie się tysiące kilometrów od rodziny i znajomych, a odezwać się do kogoś trzeba od czasu do czasu dla zdrowia psychicznego 😉 No i jest jeszcze jedno zagrożenie – jak sie spodoba to można zapragnąć zostać tutaj dłużej! Z jednej z agencji rekrutacyjnych dostalem informacje ze lepiej jak mam cala dokumentacje gotowa zawczasu – orientuejsz sie ile czasu trwa otrzymanie wizy w przypadku jak masz przygotowane wszystkie niezbedene dokumenty wraz z umowa o prace ? Oczywiście, że lepiej mieć dokumenty przygotowane, ale niektóre z nich mają „okres ważności”, np. badania lekarskie ważne są chyba tylko kilka miesięcy, zaświadczenie o niekaralności pewnie podobnie. My załatwialiśmy wszystko jak dostałem ofertę pracy. Do momentu otrzymania wizy zajęło nam to jakieś 3-4 tygodnie (w tym samo czekanie na wizę to jakeiś 2 tygodnie były, a najdłużej zajęły badania lekarskie, bo musieliśmy jechać do Wwy i dodatkowo były z tym małe przeboje). To co się da i co nie ma „terminu ważności” to załatwcie wcześniej, z resztą bym się wstrzymał.1. Nie wiem, jakie miasto Cie interesuje, ale jesli chodzi o szkoly jezyka Polskiego w Brisbane, to jest tylko szkola weekendowa. 2. Mi sie udalo :) Jest to moja pierwsza praca w tym zawodzie wiec moze to tylko 'Beginner's luck', ale jestem zywym przykladem na to, ze mozna :) Szkol jest masa, chetnych studentow rowniez.Jak podaje agencja Kyodo, sezonowo skorygowane dane ujawniły wczesne skutki gospodarcze epidemii koronawirusa, na którą władze Nowej Zelandii zareagowały wprowadzeniem ogólnokrajowej kwarantanny i surowego zakazu podróżowania, i zapoczątkowały w kraju techniczną recesję z gorszymi prognozami na kwartał kwiecień-czerwiec. Według nowozelandzkiego urzędu statystycznego Stats NZ spadek PKB w okresie styczeń-marzec br. był największy od tego samego kwartału w 1991 roku. "Spadek o 1,6 proc. przekroczył kwartalne spadki w czasie światowego kryzysu finansowego" z lat 2008-2009 - ocenił starszy menedżer Stats NZ Paul Pascoe. "Jest to największy kwartalny spadek od 2,4-proc. spadku w okresie styczeń-marzec 1991 roku" - dodał. W celu opanowania epidemii koronawirusa pod koniec marca br. cały kraj został objęty kwarantanną na prawie pięć tygodni, co zmusiło wszystkie firmy prowadzące działalność, która nie jest niezbędna do życia, do zamknięcia. Według Stats NZ największego zmniejszenia aktywności gospodarczej doświadczył sektor usług, stanowiący prawie połowę całkowitego spadku PKB. Kryzys związany z koronawirusem poważnie dotknął też branżę hotelarską, budowlaną, transportową, pocztową i magazynową. Jednak Stats NZ zastrzegł, że dane za I kwartał obejmowały jedynie aktywność gospodarczą przez pierwsze sześć dni kwarantanny, a pełne skutki zamknięcia będą widoczne w II kwartale. Wszystkie ograniczenia, z wyjątkiem zakazu wjazdu cudzoziemców do Nowej Zelandii, zostały zniesione 8 czerwca. Nowej Zelandii udało się opanować rozprzestrzenianie się koronawirusa, z zaledwie trzema nowymi przypadkami zarejestrowanymi w okresie ponad trzech ostatnich tygodni, przy czym wszystkie dotyczyły osób, które wróciły z zagranicy. W sumie od wybuchu epidemii w Nowej Zelandii potwierdzono 1507 przypadków zakażenia koronawirusem, 22 zakażone osoby zmarły.
Kiedy w Polsce jest lato, to u nich jest zima; jeżeli mamy wiosnę to w Nowej Zelandii jest jesień i tak dalej i tak dalej. Oznacza to, że chcąc trafić na najlepszą pogodę, najlepiej do Nowej Zelandii wybrać się pomiędzy listopadem a marcem/kwietniem. Wtedy panują tam najwyższe temperatury i aura jest najbardziej łaskawa.Rzuć wszystko i... leć do Nowej Zelandii. Teraz to możliwe. Nowa Zelandia rozpoczęła nową ofensywę w intensywnych poszukiwaniach pracowników. Rząd gwarantuje opłacenie przelotu i zakwaterowania podczas procesu rekrutacyjnego. Rano rozmowa, po południu plażowanie. Są jacyś chętni? Miejsce kojarzone z ekranizacją "Władcy Pierścieni" i "Hobbita" zachwyca krajobrazami i warunkami pracy. Program "Looksee Wellington" ma sprawić, że ludzie zamienią podziw w czyny i zdecydują się odwiedzić wyspiarski kraj. Wszystko na koszt Nowej państwa Wellington to centrum innowacji i nowych technologii w regionie. Miasto okrzyknięto nową wersją Doliny Krzemowej, określając je mianem "Silicon Welly". Przemysł technologiczny rozwija się prężnie, ale cierpi na niedobór rąk do pracy. Na wagę złota są specjaliści po studiach technicznych. Nowa Zelandia zaprasza programistów, dyrektorów kreatywnych, ramach "Looksee Wellington" 100 szczęśliwców spędzi w Nowej Zelandii kilka majowych dni, gdzie będzie uczestniczyć w rozmowach rekrutacyjnych, badaniach i poznawać walory kraju. Program potrwa 4 dni, od 8 do 11 maja 2017 wzięcia udziału w programie wymagana jest rejestracja, stworzenie profilu na platformie, dołączenie CV i udzielenie odpowiedzi na kilka pytań. Kandydaci mają czas do 20 maja. Ocena aplikacji należy do pracodawców, którzy dokonają selekcji. Wypełnij PIT-a za darmo i pomóż Fundacji Radia ZETPodczas gdy w Europie rozwijają się silne nastroje antyimigranckie, Nowa Zelandia wita przybyszów z otwartymi ramionami. Nikt nie boi się o miejsce pracy - problem jest odwrotny. Państwo cierpi na niedobór pracowników, szczególnie z technicznymi umiejętnościami. Specjaliści są niezbędni do dalszego rozwoju nowych technologii w Wellington. Tylko w 2015 r. do Nowej Zelandii, gdzie mieszka 4,5 mln osób, przeprowadziło się blisko 70 tys. imigrantów. Huffington Post/KM
Nowa Zelandia dzięki szybkiemu i ścisłemu lockdownowi całkiem dobrze poradziła sobie z koronawirusem. Do tej pory potwierdzono tam 2 tys. 295 infekcji i 25 zgonów z powodu COVID-19 Jak tłumaczy Ewa Adams - Polka, która w Nowej Zelandii mieszka od 2017 r. - życie wróciło do normalności, a maseczki są obowiązkowe tylko podczas korzystania z transportu zbiorowego Niestety, aby utrzymać tak dobrą sytuację epidemiczną, prawdopodobnie przez większość 2021 r. Nowa Zelandia pozostanie zamknięta dla turystów Więcej takich tematów znajdziesz na stronie głównej Licząca niemal 5 mln mieszkańców Nowa Zelandia dość szybko uporała się z koronawirusem. Co więcej, warto podkreślić, że już w zeszłym roku przez ponad 100 dni z rzędu nie notowano tam żadnych zakażeń. Teraz sporadycznie pojawiają się pojedyncze przypadki, ale tylko wśród osób przybywających z innych krajów i przebywających w izolacji. Zobacz także Obowiązkowe szczepienia na COVID-19 przed podróżą? - 28 lutego 2020 r. w Nowej Zelandii odnotowano pierwszy przypadek COVID-19. Od 16 marca każdy, kto przylatywał do kraju, musiał odbyć dwutygodniową kwarantannę. Jednak już trzy dni późnej rząd zamknął granice dla wszystkich oprócz Nowozelandczyków i osób posiadających stałe rezydentury. Z kolei 25 marca - kiedy mieliśmy odnotowane 102 przypadki koronawirusa - została wprowadzona narodowa kwarantanna najwyższego stopnia - opowiada Ewa Adams i dodaje, że obostrzenia, które wtedy wprowadzono, były dość restrykcyjne. Warto podkreślić, że obecnie w Nowej Zelandii jest 65 aktywnych zakażeń koronawirusem, a od wybuchu epidemii potwierdzono tylko 2 tys. 295 infekcji i 25 zgonów z powodu COVID-19. Życie w Nowej Zelandii wróciło do normalności? Patrząc na zdjęcia, które docierają do nas z Nowej Zelandii, można uznać, że życie toczy się tam zupełnie inaczej niż w Europie. Tłumy na koncercie z serii SIX60 Saturdays, Nowa Zelandia Jak informował "Newsweek", 16 stycznia odbył się koncert na świeżym powietrzu, w którym uczestniczyło 20 tys. osób. Nie było wymogu noszenia maseczek ani zachowania dystansu społecznego. Okazją do tej hucznej imprezy był upływający już, drugi miesiąc bez żadnych nowych transmisji COVID-19 wśród mieszkańców. Jak wspomina Polka, obecnie w Nowej Zelandii maseczki nie są już obowiązkowe z wyjątkiem korzystania z transportu publicznego. Foto: Kerry Marshall / Getty Images Tłumy na koncercie z serii SIX60 Saturdays, Nowa Zelandia Nowa Zelandia będzie zamknięta dla turystów nawet do końca roku? Nowa Zelandia jest zamknięta dla turystów od 19 marca 2020 r. i nie zapowiada się, aby w najbliższym czasie miało się to zmienić. Zgodnie z ostatnimi zapowiedziami premier Nowej Zelandii Jacindy Ardern, granice kraju pozostaną zamknięte przez większą część 2021 r. ze względu na niesłabnącą pandemię koronawirusa. Foto: archiwum rozmówczyni Ewa Adams Jak tłumaczy Ewa Adams, premier nie rzuca słów na wiatr i skoro mówi o dalszym zamknięciu granic, to jest wysoce prawdopodobne, ze tak właśnie będzie. Aby podróże do Nowej Zelandii mogły zostać wznowione władze albo potrzebują pewności, że osoby zaszczepione nie przekazują COVID-19 innym (czego na razie nie wiadomo), albo wystarczająca część populacji musi zostać zaszczepiona. Jak tłumaczyła szefowa nowozelandzkiego rządu, każda z tych opcji zajmie trochę czasu. Ewa Adams - do Nowej Zelandii przeprowadziła się wraz z mężem w 2017 r. Jest właścicielką Little Bread Loaf - pierwszej polskiej piekarni w tym kraju, która znajduje się w mieście Lower Hutt. Źródła: Onet, PAPjeszcze z czasów podległości Imperium Brytyjskiego, współczesne ustawy uchwalone przez parlament w Wellington oraz prawo zwyczajowe, w tym obyczaje konstytucyjne. Por. J. Siekiera, Ekonomiczna analiza konstytucji Nowej Zelandii, “Acta Universitatis Wratislaviensis” CCCXVII/1, 2015, s.115-121. Miło się żyje w czasie apokalipsy. Restauracje padają, turystyka jest martwa, tysiące ludzi zostają bez pracy. Ale jest jedna grupa społeczna, która stała się towarem pierwszej potrzeby. W ciągu jednej nocy grupy na fejsbuku spuchły od ogłoszeń, tak jak puchnąć zaczęły nasze portfele. Panie i panowie – oto prawda: Opiekunki do dzieci stały się towarem pożądanym bardziej niż papier toaletowy. Zabawnie to wszystko wyszło. Trzy tygodnie temu przyjechałam do tego maleńkiego domku w zachodnim Auckland, gdzie miałam przesiedzieć ostatnie dwa tygodnie do następnego lotu w ramach workaway – kilku godzin pracy dziennie w zamian za wyżywienie i zakwaterowanie. Dwa dni po moim przyjeździe, kiedy w Nowej Zelandii pojawiły się pierwsi chorzy, a Polacy zaczęli wracać z wakacji przed czasem, mieszkającemu niedaleko dziadkowi naszych dzieciaków anulowano podróż do Indii. Kerri oznajmiła mi wtedy wprost: skoro on tu jest, to w sumie już cię nie potrzebujemy, więc nie mielibyśmy nic przeciwko, jakbyś wróciła szybciej do domu. W sumie już cię nie potrzebujemy. Gdybym miała jaja, to kopnięcie czułabym przez rok. Dzień pracy au pair W pierwszym tygodniu moja praca była łatwa. Rano pomagałam dzieciom się ogarnąć, spacerowałam z Anielą do szkoły, wracałam sama w ciszy i spokoju. Nawet taką kawiarnię fajną mijałam po drodze, co to do niej miałam w przyszłym tygodniu zajść na coś słodkiego i pisanko. Po powrocie do pustego domu parzyłam sobie kawę i zaczynałam pisać. Wokół mnie cisza, spokój i niedojedzone jogurty z księżniczkami – czego chcieć więcej? Po południu odbierałam Anielę ze szkoły. Czasem szłyśmy na plac zabaw, gdzie odkrywałam, że moja kondycja fizyczna leży pod ślizgawką i kwiczy w cierpieniach. Czasem niosłam ją na plecach, bo mała i chuda jest. Czasem śpiewałyśmy razem, spacerując, albo się goniłyśmy. I wszystko było łatwe i proste. Bywały też dni, gdy nic łatwe i proste nie było, a Aniela reagowała płaczem i zawodzeniem na każde słowo. Rodzina, z którą mieszkam, ma polskie korzenie i Kerri chciała, żeby dzieci nauczyły się polskiego (gdy przyjechałam, nie mówiły ani słowa), więc właśnie to miałam z nimi robić przez godzinę dziennie – i tu należy wam się słowo wyjaśnienia, skąd ja się wzięłam pod ich dachem. Ja to ja i jak zwykle szukając pracy lekko wyolbrzymiłam doświadczenie w nauczaniu dzieci języka angielskiego. A przecież angielski, polski, co to za różnica. Ale też ja to ja i nikt tak dobrze nie udaje, że wie, co robi. Z pełnym przekonaniem przeszukałam internet i własną wyobraźnię i zaczęłam prowadzić lekcje jak profesjonalna nauczycielka. Ale ile się te moje dzieci nauczyły!!! Gdzieś w międzyczasie Nowa Zelandia zabroniła kontaktów ze starszymi członkami społeczeństwa. Nagle Kerri prosiła mnie, bym została dłużej, a z bezpłatnego dodatku do rodziny stałam się płatnym zbawieniem. Wszystko było pięknie, dopóki nie zamknęli szkół. Brak rutyny Zamknięcie szkół uderzyło w nas znienacka. Owszem, chorych było wtedy już więcej niż w Polsce, gdy nasz rząd wprowadził izolację, ale Nowa Zelandia nie panikowała jakoś szczególnie, i myśleliśmy, że szkoły i restauracje będą otwarte jeszcze tydzień, może dwa… Niespodzianka! Z dnia na dzień głowa domu zaczął pracować z sypialni i prowadzić Szalenie Ważne Rozmowy w akompaniamencie dziecięcych wrzasków. Dla Kerri, dotychczas przedszkolanki, jedynym zadaniem na każdy dzień stało się dbanie o dwójkę swoich dzieci. No i przeżycie. I może jeszcze: przeżycie o zdrowych zmysłach. Dwójka dzieci w wieku sześć i cztery lata, pełnych energii i pewnych siebie, bo wychowywanych z poszanowaniem wszystkich zasad prawidłowego rozwoju, w pierwszym tygodniu doprowadziła nas do białego szaleństwa. Wspominałam, że nie mamy tu ogródka? Kiwi to dziwne stworzenia, ich podwórka ograniczają się do wąskiego paska wokół domu, który z zamiłowaniem wylewają betonem. Wychodzę z dzieciakami codziennie na podjazd przed domem (kojarzycie Chłopka, rysowanego kredą ludzika na asfalcie? Wczoraj dostałam zadyszki po doskoczeniu na pole numer pięć). Nagle jedyne, co robię przez pięć godzin, to zabawa z dziećmi – minus godzina języka polskiego, którą wymyślam na poczekaniu i sowicie okraszam piosenkami typu Zuzia, lalka nieduża i wierszykami Tu płynie rzeczka rysowanymi na plecach. I wiecie co? To jest dobre. W smutnych czasach okrutnej izolacji mam pięć godzin dziennie śmiechu, kontaktu fizycznego i sportu, gdy młodzi biegają wokół domu, a ja ich gonię. Trochę już mi tu odbija, bo chciałoby się czasem pogadać dłużej z kimś, kto urodził się przed 2014 rokiem. Z niecierpliwością wypatruję chwili, gdy będę mogła wrócić do Polski i wyjść na piwo z przyjaciółmi. Do zobaczenia (oby) niedługo!